Krzysztof Majak: Nie lubię dyscypliny

Krzysztof Majak: Nie lubię dyscypliny
Krzysztof Majak: Nie lubię dyscypliny
Ci, którzy mnie znają, wiedzą że dyscyplina raczej nie jest moją mocną stroną. Ba, raczej działa na mnie jak płachta na byka, bo zaczynam wtedy działać na przekór. Czasem jednak trzeba schować swoją dumę i przemądrzałość do kieszeni i zaufać profesjonalistom. Gdyby nie to, nie osiągnąłbym w półmaratonie czasu, który wydawał mi się niemożliwy.

Tydzień przed 10. PZU Półmaratonem Warszawskim dostałem lekcję od życia. Trener zabrał nas na wspólny, pięciokilometrowy wyścig na Ursynowie. Taka tam przebieżka, w której brało udział może sto osób. Trochę ją zlekceważyłem i jednocześnie przeceniłem swoje siły. Jak dziecko dałem się ponieść emocjom i wystartowałem jakbym biegł na sto, nie pięć tysięcy metrów.

Biegnący z nami trener Grzegorz Zwierzchoń pomyślał wówczas, że jestem szybszy niż sądził. Nie jestem i na szczęście w porę kazał mi zwolnić. Mimo to, szybko opadłem z sił, złapałem zadyszkę, a te pięć kilometrów zdawało się nie mieć końca.

To mnie uratowało. Tydzień później powściągnąłem emocje i nie tylko przeczytałem, ale i wcieliłem w życie plan trenera, który przewidział dla mnie na półmaraton. Dzień przed biegiem obejrzałem poniższy filmik kilka razy aby wiedzieć, co czeka mnie na poszczególnych odcinkach.
Plan trenera był taki: krótka rozgrzewka i trzymamy się wyznaczonego tempa - nie dajemy się ponieść emocjom!!! Trzymamy się przez pierwsze 12 km tempa 4:42-4:50/km (nie przekraczamy 4:42/ km na płaskim i 4:38 z górki). Potem walczymy o utrzymanie tempa, a jak mamy zapas to przyspieszamy do max 4:38/km!!! - napisał mi Grzegorz Zwierzchoń.

Plan na półmaraton:

Czas: 1h 42m 0s

min/km – równo: 4:50

początek 0 - 2 km min/km: 05:00

podbieg 18-19 km min/ km: 04:59 -05:10

Gdy w biegu startuje kilkanaście tysięcy osób, naprawdę trudno jest opanować emocje. Wszyscy, zwłaszcza na początku, biegną szybko. Właśnie początek - jak sądzę - był dla mnie kluczowy, bo wtedy właśnie miałem najwięcej sił. Mimo to, nie biegłem tak szybko jak mogłem, tylko w tempie, które miałem zaplanowane. No, może ciut szybciej. Tę dyscyplinę utrzymałem do samego końca i na różnych etapach biegu. Musiałem biec wolniej niż chciałem, a czasem podganiać - bo dopadał mnie kryzys.

Kluczowym momentem półmaratonu okazał się podbieg, przed którym ostrzegał nas trener, a do którego przygotowywaliśmy się w czasie zimowych treningów na warszawskiej Agrykoli. Wyraźnie na nim zwolniłem, aby biec w zaplanowanym tempie. Dzięki temu zachowałem siły, aby ostatnie kilometry biec najszybciej, jak mogłem. Wyprzedziłem kilkadziesiąt osób i momentami zbliżałem się do 4 min / km. To sprawiło, że udało mi się osiągnąć wynik, o którym jeszcze rok temu - gdy zaczynaliśmy program PZU Bigaj Na Zdrowie - nawet nie marzyłem.

SMS z wynikiem:

Gratulujemy ukonczenia 10. PZU Polmaraton Warszawski. Twoj czas brutto 01:41:51, netto:01:39:48, miejsce: 2411-OPEN

Dziękuję Wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że niemożliwe stało się możliwe!
Trwa ładowanie komentarzy...